STUDIA LICENCJACKIE

STUDIA PODYPLOMOWE

KIERUNKI

pobierz informator uczelniany

elearning

GAS

magazyn gpunkt

biuro karier

konkurs historyczny

TU ZACZYNA SIĘ POLSKA...

Tu zaczyna się Polska...
Wybrane przestrzenie gdyńskiego portu

 


fotografie - Adriana Szreder
tekst - Michał Graban


Piękno i brzydota
Jesteśmy w Porcie Gdynia na dawnym Pirsie Pasażerskim w pobliżu Dworca Morskiego, na styku portu wewnętrznego i zewnętrznego. Wszystko jasne, to serce Gdyni, tu zaczyna się miasto i Polska. To miejsce niezwykłe bo pełne sprzeczności jakby „Gdynia (a może i Polska) w pigułce”.


Zabytkowy Dworzec Morski, nostalgiczne portowe żurawie; a w tle - „Star Princess”
Dawniej
Przed wojną wybudowano tu Pirs Pasażerski i tak pozostało; tyle, że w bezpośrednim sąsiedztwie – trochę wbrew wcześniejszym planom - powstał wielki basen węglowy (dzisiejszy basen III). Wymagała tego presja rynku, porozumienia węglowe podpisane ze Szwecją. Nie było innego wyjścia, nie było czasu aby czekać na wykończenie kanałów portu wewnętrznego, trzeba było szybko oddawać nabrzeża do eksploatacji. I bardzo dobrze, dzięki „węglowi” powstała Gdynia, magistrala węglowa, Centralny Okręg Przemysłowy, wykorzystaliśmy swoje „pięć minut” historii; staliśmy się niezależnym i potężnym portem, pokazaliśmy światu, że też potrafimy coś zrobić.

Po wojnie, w czasach PRL do Gdyni przybywały wielkie statki masowe, ciężkie statki o dużym zanurzeniu, przyjmować je można było tylko przy basenie III... Znów pojawiły się zatem argumenty aby węgiel i rudy utrzymać w Porcie Wschodnim, w bezpośrednim sąsiedztwie centrum miasta...

Dzisiaj
Wciąż zatem mamy terminal masowy (a raczej jego pozostałości) w pobliżu miasta, a pomiędzy uciążliwymi przeładunkami - enklawy estetyki przestrzeni wymagane dla obsługi turystyki morskiej.
Jest tu zatem i węgiel i rudy i chemikalia i tlenek glinu i montownia suwnic i w końcu wielkie hałdy złomu - cała ta portowa pstrokacizna jako pozostałość po towarach masowych, które nie są specjalnie przyjazne dla środowiska, otoczenia, turysty, które są brzydkie, pylące i nieestetyczne choć przynoszą dochód operatorom, i dają pracę.


„Star Princess” w tle, a w porcie – przeładunki masowe
Ale jest takżee miejsce obsługi statków pasażerskich, plac im. Witolda Gombrowicza (z pomnikiem w charakterystycznym kształcie), i w końcu zabytkowy Dworzec Morski, perła gdyńskiej architektury modernistycznej. Jego oddanie do eksploatacji w 1933 roku połączone było z uroczystością oficjalnego otwarcia Portu Gdyńskiego. To obiekt prestiżowy, symbol morskich aspiracji II RP; ale także symbol polskiego uchodźctwa, polskiego ruchu emigracyjnego za ocean (do USA czy Ameryki Południowej, jak to miało miejsce w przypadku naszego ekscentrycznego dramaturga, czczonego w Gdyni Witolda Gombrowicza, którego ślad stopy został uwieczniony na Nabrzeży Pilotowym).
To tu planowana jest budowa nowego terminalu promowego przy nabrzeżu Polskim i Fińskim. Może być ona zaczynem, nowego ładu przestrzennego w tym obszarze i znacząco wpłynąć na otoczenie.


Pomnik w charakterystycznym kształcie, Dworzec Morski i Plac Gombrowicza


Stąd uciekł do Argentyny tuż przed wybuchem II wojny światowej nasz Witold Gombrowicz...

Statki wycieczkowe
Przy nabrzeżu Francuskim - przyjmowane są wielkie statki wycieczkowe (cruisery), których przybywa do Gdyni coraz więcej i więcej. Cruisery to pływające miasta, o ogromnej powierzchni, długości dochodzącej 300 metrów. Turysta ma tu wszystko, właściwie już nie musi schodzić na ląd. Taki statek to enklawa zachodniego świata, świata wiecznej zabawy, odpoczynku i konsumpcji, o której my zza dawnej „żelaznej kurtyny” możemy sobie tylko pomarzyć. Na statkach wycieczkowych są baseny, siłownie, centra odnowy biologicznej, puby, kasyna, sale teatralne; a także pola golfowe, lodowiska, ściany wspinaczkowe i wszystko, co tylko możliwe.


Constellation Blue Moon

Arcadia
A tu w Gdyni - Polska właśnie; nie jakiś zgniły tzn. syty, bogaty Zachód, tylko polski „swojski” bałagan. Przecież piękne i estetyczne nabrzeża z obsługą na wysokim poziomie są zawsze podobne do siebie. Zachodni turysta ma już oznaki konwulsji, gdy odwiedza niczym się nie różniące zachodnie miasta portowe. Tymczasem w Polsce, w Gdyni – spotyka go coś innego i pozostawia po sobie niezatarte wspomnienia...


Polska właśnie...
Turystów (tych zachodnich przedstawicieli leisure class – próżniaków zza Oceanu, głównie emerytów), przybywających do Gdyni witają zatem hałdy złomu, polski bałagan; zanim przez trójmiejskie korki przebiją się gdzieś do zabytkowego Gdańska, Malborka czy w inne ustronne miejsce. Z okna swojej kabiny bądź autokaru, którym udają się poza Gdynię mogą jedynie ujrzeć strzępy wschodniego „brzydkiego” świata, świata ciężkiej, fizycznej i upadającej już pracy, pracy wypieranej z rynku przez postęp technologiczny i „białe kołnierzyki”. Przyjrzyjcie się zachodni turyści temu upadającemu światu, bo to już ostatnia tego typu szansa ! Nawet polskie związki zawodowe (które w gdyńskim porcie są bardzo silne) nie ocalą umorusanego robotnika portowego przed walcem historii, który przypodabnia wszystko i wszystkich do siebie na wzajem.


Tu ciężka fizyczna praca; tam – „zachodni raj” ( Arcadia)
Z kolei my mieszkańcy gorszej Europy - jedynie z daleka oglądać możemy zachodni świat konsumpcji, bo jest on hermetycznie zamknięty w statku i odseparowany od nieestetycznego polskiego otoczenia. Nie dopuszcza się nas nawet do rufy statku, chyba że przekupi się portowego strażnika stojącego na warcie.


Przykłady separacji różnych przestrzeni portowych.
Nie ma chyba miejsca w mieście bardziej skonfliktowanego przestrzennie, pełnego sprzeczności, gdzie piękno i brzydota, stare i nowe - są tak blisko siebie. Miejsca, gdzie odwieczna rywalizacja portu z miastem przyjmuje coraz to nowe i bardziej dramatyczne oblicze. Miejsca, które nosi w sobie ślad ciężkiej ludzkiej pracy, przy przeładunku śląskiego węgla w polskim porcie, i ślad próżnowania – turystów, którzy beztrosko podróżują po całym świecie.
Jedno i drugie – zderza się ze sobą, bez znieczulenia, bez osłonek.