- Piękne, młode i… sponsorowane
- Jak to się robi w Ameryce?
- Plaga cudów architektury
- Źli, źli i brzydcy
- Za co kochamy Jamesa Bonda?
- Skrzypek na dachu czy w teatrze?
- Anoreksja – symbol kobiety XXI wieku
Skrzypek na dachu czy w teatrze?
W zatłoczonym mieście, gdzieś w samym jego sercu stoi niewielki drogowskaz, wytrwale wskazujący od dawna ten sam kierunek. Mieszkańcy już dawno przestali zwracać na niego uwagę. Bury odcień bieli zlewa się z otoczeniem i nie przyciąga uwagi znudzonych przechodniów.
Tylko ci, którzy pierwszy raz odwiedzają Gdynię nerwowo starają się go wypatrzeć. Na szczęście nigdy nie zawiódł i wielu spragnionych wrażeń widzów doprowadził w to samo miejsce. Nie jest przecież rzeczą prostą odszukanie drogi do teatru muzycznego w nieznanym sobie mieście.
Sławne przedstawienie, wielka premiera
Słynny drogowskaz nie zawiódł także w tym miesiącu. 8 listopada odbyła się premiera długo oczekiwanego spektaklu "Skrzypek na dachu" w reżyserii Jerzego Gruzy. Pierwszy raz został on wystawiony w 1984 roku i przez prawie 15 lat nie schodził z afisza. Dzięki temu stał się najdłużej granym spektaklem w historii Teatru Muzycznego w Gdyni. Nowi aktorzy i inny zespół muzyczny sprawiają, że spektakl w naturalny sposób jest inaczej interpretowany. Obecnie w główną rolę Tewie Mleczarza wcielił się znakomity aktor Bernard Szyc. Sposób, w jaki operuje on swoim głosem dostarcza oglądającym niezapomnianych wrażeń, a samą kreacją aktorską zapisał się zapewne w pamięci wielu widzów (spektaklu?). Cały musical opowiada historię losów żydowskiej rodziny skazanej na wygnanie. Porusza problem upadającej tradycji, która zatraca się w nowej rzeczywistości. Obrazuje także stosunki panujące między żydowskimi rodzinami oraz ich kulturę. Spektakl obfituje w humorystyczne sceny, ale posiada zaskakujące zakończenie.
Wiele możliwości
Oprócz musicalu "Skrzypek na dachu" w Teatrze Muzycznym w Gdyni można także zobaczyć takie spektakle jak: "Fame", "Chicago", "Piękna i Bestia", „FootLoose", "Szalone nożyczki", czy "Przygody Koziołka Matołka", który jest przeznaczony dla młodszej części widowni. Każdy jest w stanie wybrać coś dla siebie, wedle gustu, nastroju lub dla zaspokojenia zwykłej ludzkiej ciekawości. Teatr planuje także w przyszłym roku premierę na dużej scenie spektaklu pt.: "Spamalot". Został on stworzony na podstawie filmu "Monty Python i Święty Graal". To musical z dużą dawką humoru. Jest mieszanką wielu znanych teatrom muzycznym tytułów, dlatego także na premierę wybrano obfitujący w zabawne sytuacje dzień 1 kwietnia. Na próbę zostanie wystawione poczucie humoru polskiego.
Za co ich kochamy?
Wielu ludzi odnajduje w musicalach ten szczególny rodzaj emocji, które towarzyszą każdemu występowi, a których nie jest w stanie odtworzyć kino. Kiedy oglądamy spektakl jesteśmy świadkami toczącej się akcji, słyszymy każdy zagrany dźwięk oraz czujemy biegnące po plecach ciarki, kiedy ulubiony aktor śpiewa najważniejszy utwór i patrzy w oczy publiczności. Teatr muzyczny pozwala na przeżycie niezapomnianych wrażeń. Są one zdecydowaną nagrodą za cierpliwe oczekiwanie na kupno biletu, w niektórych teatrach nawet z trzymiesięcznym wyprzedzeniem. Nic jednak nie jest w stanie zastąpić późniejszych wspomnień i rosnącej chęci częstszego oglądania takich spektakli. Według Hansa Christiana Andersena: "Ludzie teatru są osobliwi. Różnią się od innych tak jak Beduini od Niemców. Od mima do amanta, wszyscy umieszczają się na jednej szalce wagi, a resztę świata stawiają na drugiej". Jednak Sławomir Mrożek stwierdza stanowczo, że: "ze wszystkich fizjologicznych substancji nieprawdziwa w teatrze jest tylko krew".
Czyż można się oprzeć takiej zachęcie?
Tajemniczy drogowskaz stoi także dzisiaj dokładnie w tym samym miejscu. Czeka na nowych widzów spieszących w stronę teatru, by wskazać im słynną drogę. Widziało go wiele oczu, ale jeszcze więcej ma szansę odszukać go w Gdyni.
Gdy pójdą za jego wskazówką odnajdą drogę prowadzącą w świat muzyki i wyobraźni. Warto przekonać się czy na nas także zadziała magia teatru muzycznego.




