Jak to się robi w Ameryce?

Wygrana Baracka Obamy to początek nowej ery nie tylko dla Stanów Zjednoczonych, ale całego świata. Po raz pierwszy w historii, w Białym Domu, zamieszka Afroamerykanin. Jak do tego doszło? Jeszcze niedawno Amerykanie zarzekali się, że nigdy nie wybiorą czarnego na prezydenta!


A jednak. Stało się. Ameryka­nie pokazali, że są w stanie przeła­mać uprzedzenia i stereo­typy, oczekują zmiany, a wła­śnie to słowo było hasłem prze­wodnim kampanii Obamy. Ale nie tylko owo hasło zapewniło mu prezy­denturę. Barack Oba­ma potrafił zmobilizować ty­siące młodych amerykanów, którzy pracowali jako wolonta­riusze w jego sztabie. Rozdawali koszulki z jego wizerunkiem, dzwonili i namawiali do głosowania na swojego faworyta. Obama wniósł do globalnej polityki coś zdecydowanie nowego i świeżego – ogromny entuzjazm, którym zaraził tysiące obywateli. Głosowała na niego społeczność afroamerykańska, latynoska, młodzież w przedziale 18 – 23 lat i kobiety do 35 roku życia. Ogólnokrajowe media w zdecydowanej większości również popierały Baracka Obamę.

Recepta na sukces

Na kilka dni przed wyborami, kandydat demokratów wykupił we wszystkich największych stacjach telewizyjnych czas antenowy w porze największej oglądalności. Pojawiał się w popularnych programach satyrycznych, pisano o nim piosenki. W sklepach maski na Halloween z jego podobizną sprzedawały się jak świeże bułeczki. Jednym słowem – Obamomania.

Skuteczny marketing polityczny to tylko jedna z metod, dzięki której odniósł zwycięstwo. Obama potrafił też dość zręcznie grać na emocjach wyborców, co zresztą zarzucał mu jego rywal John McCain. Demokrata, gdy miał już dostateczną przewagę w sondażach, przerwał na dwa dni kampanię i poleciał na Hawaje, by odwiedzić swoją umierającą babcię. Ten prosty gest rozmiękczył serca swoich rodaków, stając się bardzo skutecznym elementem PR.

Sztab Baracka Obamy zadbał również o interaktywność relacji kandydata z wyborcami. Senator z Illinois pisał bloga, odpowiadał na pytania internautów i informował o wszystkich swoich posunięciach. Każdy jego sympatyk mógł włączyć się w kampanię otwierając lokalne mini sztaby wyborcze. Nie musiał się przy tym wiele natrudzić, bo procedura była szczegółowo opisana, a strona internetowa podpowiadała kolejność zadań w sposób najprostszy z możliwych.

Polityka

Barack Obama znalazł się w niezwykle sprzyjającej sytuacji politycznej. Amerykanie mieli już dość rządów republikanów, dość Georga Busha, który uwikłał ich kraj w bezsensowną wojnę w Iraku i doprowadził do poważnego kryzysu ekonomicznego.

Kandydat demokratów sprawił, że stany takie jak Nowy Meksyk, Kolorado, Nevada, które od 200 lat były bastionami republikanów, głosowały za zmianą. To dzięki niemu do urn poszło 80 % obywateli, którzy stali w gigantycznych kolejkach, tylko po to, żeby oddać głos.

Obserwatorzy amerykańskiej sceny politycznej, publicyści i zagraniczni korespondenci z całego świata twierdzą zgodnie – to była najdroższa, najdłuższa i najbardziej ekscytująca kampania prezydencka w ponad 200 letniej historii USA.

Paweł Rutka