- Jestem sam, bo piję
- Gorące uczucia do nowej waluty
- Ciapkowo - z miłości do zwierząt
- You know you love me
- Granie muzyki, sposobem na życie.
- 10 piosenek, po których masz ochotę...
- All That Jazz
- Barcelona
Jestem sam, bo piję
"Otwierany zegarek i wygrawerowana chusteczka to wszystko, co posiadam. Moim domem jest dworzec, a miastem Gdynia"
Wskazówki zegara już nic nie zmieni
Minuta po dwunastej. Na dworcu głównym w Gdyni ruch jak na ulicach stolicy. Kolejki do kas biletowych, przepychanie na schodach i przejezdni, którzy nerwowo poszukują drogi na peron. W całym tym chaosie wyróżnić można grupkę ludzi. Oni się nie śpieszą, a wręcz przeciwnie-odpoczywają. Przeciągają stare kości i sączą wysokoprocentowy napój. Oglądają, niczym w telewizji, dokument o podróżnych. Mowa o bezdomnych, którzy wolą się nie przemieszczać i wylegiwać się na dworcowych ławkach. Z salonu bezdomnych wyróżnił się jeden mężczyzna - Dzisiejszy zarobek to 4 złote! - krzyknął do reszty bandy. Kazik! Dawaj do nas k***a! - odpowiedzieli kloszardzi.
Z niepewnym wyrazem twarzy ruszyłam do „tutejszych”. Bałam się rozmowy, bo nie wiedziałam jak zareagują. W ich spojrzeniach widziałam pytanie – Co to babsko od nas chce? Nałóg jest nałogiem. Dorzuciłam trochę do interesu, żeby wkupić się w łaski elity, która optymistycznie zaprosiła mnie na drinka. Odmówiłam, ale poprosiłam o krótką rozmowę z Kartonem-czyli Kazikiem, który pseudonim zyskał dzięki wykonywanym zajęciom.
Gdynia Główna Osobowa nie jest najlepszą hotelową miejscówką. W końcu przeznaczona jest dla podróżnych, a nie bezdomnych. Straż Miejska wygania kloszardów z dworca, bo to nie jest miejsce do spania- mówiła oburzona mieszkanka Gdyni. Gdzie więc mogą podziać się bezdomni? Na terenie Trójmiasta funkcjonuje wiele Ośrodków Pomocy Społecznej. Jednak jest małe „ale”- w tych miejscach nie wolno pić alkoholu. Dlatego tak wielu bezdomnych wybiera dworzec, ławkę w parku czy inne miejsce publiczne, które nie należy do noclegowni. Kloszardzi nie narzekają na chłód i gołębie, bo są tu z wyboru. Jedyny problem to „gestapo” w przebraniu straży miejskiej.
Przeszłość, a teraźniejszość
Kazik jest bezdomny od ponad półtora roku. Mężczyzna średniego wzrostu, o kruczoczarnych włosach, nie przypomina osoby po pięćdziesiątce. Jego tryb życia postarzał go o dwadzieścia lat. Brudne ubranie i zapach stęchlizny to jego nieodzowni kompani. Jedna para dziurawych spodni, za duże trampki i ortalionowa kurtka - uniwersalne ubranie noszone przez bezdomnego – z uśmiechem na twarzy mówił Kazik. Rozmawiając ze mną nie skarżył się na mróz ani na złe warunki dworcowego życia - Jest mi tu dobrze, bo zapominam o przeszłości.
Wyraz jego twarzy mówi co innego. Jest smutny, a oczy przypominają studnię - mroczną i pełną tajemnic. Z rozmowy mogłam wywnioskować, że Karton był szczęśliwym, dobrze zarabiającym mężczyzną, który kochał swoją rodzinę. Wraz z żoną prowadził rodzinny interes -było nam dobrze, mieliśmy pieniądze na opłaty i jedzenie. Życie zmieniło się po wypadku samochodowym, w którym zginęła jego żona. Jestem nieszczęśliwy i samotny, dlatego piję i staczam się na dno by zapomnieć- dodał Kazik nie wypuszczając butelki z dłoni. Ludzie czują wstręt do mnie przez to, kim jestem. Dzieci Kazika straciły z nim kontakt z powodu jego alkoholizmu - Poza przyjaciółmi z dworca nie mam nikogo więcej. Kiedyś to się może zmieni, ale nie teraz.
Walka z nałogiem
Magdalena nie lubiła pijaków, również tych dworcowych. Po śmierci żony Kazik pił codziennie. Chciał zapomnieć o wypadku, a jednocześnie zachować wspomnienie o ukochanej kobiecie. Dzieciaki przeżywały to na swój sposób, a ja piłem wódę wiadrami. Sam wybrałem samotność i alkohol. Szukał swojego miejsca, aż w końcu trafił na dworcu. Czasami śpię na ławce koło plaży. Upijam się alkoholem i marzę jakby to było, gdyby Madzia żyła. Gdy mam dość samotności wracam do moich kloszardów - powiedział Karton. W tajemnicy pokazał mi dwie pamiątki, które zostały po żonie- wygrawerowaną chusteczkę z jej inicjałami i otwierany zegarek, który dostała od niego na dwunastą rocznicę ślubu. Jak sam powiedział, myśli o ukochanej kobiecie dają mu motywację, żeby nie pić i wrócić do wcześniejszego życia. Kiedy jednak wspomnienia wracają, to nie jest w stanie powstrzymać nałogu- muszę wypić bo inaczej zwariuję! - dodał.
Co kilka dni odwiedza cmentarz, żali się żonie i modli o dzień, w którym nadejdą zmiany. Codziennie marzy o byciu prawdziwym ojcem i dziadkiem dla swoich dzieci i wnuków - kiedyś mi się to uda i wrócę do nich uśmiechnięty i wolny od alkoholizmu.




